Ania z Przymuszewa #1

3

Okładka I tomu wspomnień Anny Łajming. Na zdjęciu autorka.

Pisać niezwykle o zwyczajnych czasach, o sąsiedztwie Kaszubów i Niemców, o wzajemnym poszanowaniu religijnym. Opowiadać o szczęściu i nieszczęściu, bo prawdziwe historie chwytają za serce. Wspominać rodzinną wioskę ze wzruszeniem i nie żałować swych czynów. Mowa o Annie Zmuda-Trzebiatowskiej, po mężu Łajming – o księżnej literatury kaszubskiej.

Dość późno zetknęłam się z twórczością Anny Łajming, choć jej nazwisko znane mi było ze słyszenia. Rozłąka z Kaszubami skutecznie przybliżyła mnie do rodzinnych stron i takim sposobem sięgnęłam po literaturę kaszubską.

Garnek, który nie był garnkiem
Akcja humorystycznej opowiastki „Garnek” rozgrywa się w Skoszewie, niedaleko Somin, do których jeszcze powrócę. Pewnie nie cytowałabym tego fragmentu, gdyby nie fakt, iż w moim domu również był ten sprzęt…

Kiedy tak Łobuch dumał, w sieni ktoś zaczął otupywać ze śniegu nogi. Po chwili do izby weszła para starszych ludzi. Byli to sąsiedzi.
– Jeny, jak tu je widno – zawołała kobieta. Rozejrzała się bystro po izbie i zatrajkotała: – Muszę zazdrzéc, co wa postawita na stół. Marinka je za małô, żebë wiedzec, jak i co.
– Witóm do naji – powiedział gospodarz – sadnijta so.
Przybyły chłopina od razu skorzystał z zaproszenia. Usiadł na ławie pod piecem i zaczął się grzać. Ale kobieta wlepiła już oczy w nowy garnek i zapytała ciekawie:
– Co wa môta za grôp na stole?
– A téc żem go kupił na jarmarku, na stôrich rupiecach – odparł gospodarz sadowiac się na skrzyni.
– Na stôrich rupiecach? Jeny, sąsedze! – kobieta aż załamała ręce.
Gospodarz otworzył usta, żeby zapytać co też tak ją dziwi, ale sąsiadka już sama objaśniała:
– Téc to nie je grôp na stół, a pod łóżko! Ciéj jô służëła u pónów, to wéj taci sóm garnek oni pod łóżciem mieli…
Łobuch, skonsternowany, jakby przestał oddychać. Twarz mu się wydłużyła, a dolna warga zwisła jeszcze bardziej odsłaniając dolne, szczerbate zęby. Zawsze go coś mroziło od środka, jeśli zdarzyło się, że bezmyślnie wydał pieniądze. A na garnek wyrzucił całego talara! Całą krwawicę zdobytą za sprzedane jaja.
Sąsiad zaczął się śmiać.
– To të nie wiész, że panë w nocë za stodoła nie jidą?
Do świadomości gospodarza dotarło, że ten garnek kupił już używany. Sprzedawcę, gdyby był teraz pod ręką, zdzieliłby najchętniej z całej siły kijem po grzbiecie. Ale że nie miał na kim złości wyładować, popatrzył tylko spode łba i powoli zamruczał jadowicie:
– Bodéj bë zdechli té panë, rodem z piekła, co taci piękny garnek smrodami trzepią [1].

Północ-Południe
Z Przymuszewa, gdzie 24 VII 1905 r. na świat przyszła Anna, do Leśna jest 7 km. Tam rodzina Zmuda-Trzebiatowskich kierowała się co niedzielę na mszę św., natomiast podobną odległość na północ – do Somin – sąsiedzi pisarki, Heringowie, chodzili na nabożeństwa do swojego zboru.

4

Niemiecka mapa pogranicza z lat 30. XX w. z nazewnictwem przygotowanym do aneksji terenu Polski [2].

Granica polsko-niemiecka
20 I 1920 r., kiedy do Przymuszewa wkroczyła Błękitna Armia gen. Hallera, ze względu na wyznaczenie granicy dla powstającego państwa polskiego, nakazano wysiedlenie rodzin niemieckich. Tak opisuje te wydarzenia Anna Łajming w I tomie wspomnień „Dzieciństwo”:

Hering był zdziwiony i przerażony. Przez dwadzieścia cztery lata mocował się z tą ziemią, oblewał ją potem, siał, żniwił i znowu siał, a teraz miałby ją zostawić? Wyruszył przez sień do nas i już w drzwiach zawołał do ojca:
–  A matizernoga! Ju głëpszi granicë ti pękôle, co tam wësok sedzą, wëmëslec ni mogli! Czë wa dobrze czuli? Żebë granica boła, jakbë mnie na psotę, międze Przymuszewem a Sominama? To jak ma umrzema, gdze nas pochowają? – I przez chwilę patrzał na rodziców z wytrzeszczonymi oczyma, a potem zamilkł, zamyślony, smutny, przygnębiony [3].

Albo weźmy inny fragment:

Hering jak błędny chodził z kąta w kąt i gestykulując rękoma mruczał do siebie i zapytywał na głos, po co ma uciekać przed Polakami [3].

Heringowie, którzy przyjaźnili się z Trzebiatowskimi (a porozumiewali się ze sobą po kaszubsku), wyruszyli do Somin i nigdy już się z sąsiadami nie spotkali. Obawiali się, że pozostanie na terytorium Polski przeszkodzi im w wykonywaniu praktyk religijnych, a ich zbór pozostawał w niemieckich Sominach. Rodzina Anny przeniosła się do pobliskiego Parzyna, a sama pisarka rozpoczęła naukę w Szkole Gospodarczej w Chojnicach – tak skończyło się jej dzieciństwo [4].

Były zbór luterański w Sominach, od 1945 r. kościół katolicki Matki Boskiej Królowej Polski. Kościółek był maleńki, wnętrze bez ozdób, tylko parę ławek. Młoda para stanęła przed skromnym ołtarzem, zza którego pojawił się pastor. Na chórze zagrzmiały organy i chór żeński śpiewał pieśń na trzy głosy. Znałam ją od Heringowej, bo ją często nuciła. Ryszard i Marta podali sobie ręce i z powagą za księdzem powtarzali słowa przysięgi na stojąco, a potem zamienili się obrączkami. Pastor wygłosił piękną przemowę, przy której Marta szukała chusteczki, po czym znowu zagrały organy. Razem odśpiewaliśmy pieśń, której także znaliśmy słowa i melodię. Po niej odmówiono „Ojcze nasz” w intencji młodej pary i zaczęliśmy wychodzić [5].

Najwyższa drewniana wieża
Skoro była mowa o luterańskich Sominach, to teraz czas na katolickie Leśno (dla mnie osobiście ważna miejscowość, w której w 1910 r. moi pradziadkowie brali ślub). Drewniany kościół w Leśnie to zabytek klasy zerowej, który ufundowała Maria Ludwika Gonzaga, żona króla Jana Kazimierza. Było to w poł. XVII w., a wieża, którą już widać z daleka, mierzy 32 m – stanowi najwyższą tego typu budowlę w Polsce. Jak Anna pamięta swoją pierwszą wizytę w tej świątyni?

Kościół w Leśnie. Jednej czerwcowej niedzieli mama zabrała mnie po raz pierwszy do kościoła. W drodze zobaczyłam dużo furmanek i pieszych. Ktoś nawet minął nas na rowerze i nareszcie przyjrzałam się, jak on wygląda i jak człowiek nogami obraca jego koła. Zbliżając się do Leśna, z daleka ujrzałam wysoką, spiczastą wieżę i dostałam bicia serca [6].

Dwujęzyczność wspomnień
Jak widać w cytowanych fragmentach twórczości Anny Łajming, mamy do czynienia z dwujęzycznością – z jednej strony niezwykle ciekawa konstrukcja, oddająca całkowitą realność choćby dialogów bohaterów, ale z drugiej stanowi problem dla tłumaczeń. Ja, dzięki wpleceniu w polskiego narratora kaszubskich rozmów, przybliżyłam się do języka kaszubskiego, który już nie gościł w moim domu.

Część #2

[1] A. Łajming, Garnek, w: Idem, Czterolistna koniczyna, Gdańsk 1985, s. 13-14.
[2] Literacki Szlak Turystyczny im. Anny Łajming, Brusy 2008, s. 33.
[3] Ibidem, Dzieciństwo, Gdańsk 1997, s. 237.
[4] Z. Gierszewski, Literacki Szlak Turystyczny im. Anny Łajming, w: Literacki Szlak Turystyczny im. Anny Łajming, Brusy 2008, s. 17.
[5] A. Łajming, op. cit., s. 219.
[6] Ibidem, s. 42.

Reklamy

3 komentarze do “Ania z Przymuszewa #1

  1. Pingback: Ania z Przymuszewa II | Kaszubka w Czechach

    • Kiedyś myślałam, że nazwa Zabory (tej części Kaszub, z której pochodzę) wywodzi się od zaborcy, który „zajął nasz teren”, a nie skojarzyłam, iż Zabory są po prostu za Borami ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s